W książce “Psychologia
Inwestowania” napisano, że najczęściej, gdy inwestorzy decydują
w końcu sprzedać swoje akcje, byłby to świetny moment na ich
zakup. Zdziwiony? Jestem pewien, że nie.
Zaufanie do siebie.
Szwankuje nam, jak diabli. Nie ma się co dziwić. Gdy kupujemy
telewizor, musimy wpierw przeczytać wszelkie dostępne recenzje
różnych typów i marek napisane przez „fachowców”. Ach, co tam
telewizor. Gdy chcemy skosić trawnik jesienią, wpierw odpalamy
Internet i sprawdzamy, czy trzeba i jak, na ile centymetrów i kiedy
ostatni raz. Trawnik? Pikuś. Gdy chcemy dobrze wychować dziecko,
obstawiamy się „fachowymi” książkami o tym, jak to robić i
łykamy namiętnie wszelkie o tym informacje płynące z wszelkich
mediów. Albo nawet, gdy chcemy sprawić sobie gorący, namiętny
wieczór razem ze swoja drugą połową, wertujemy wpierw dziesiątki
stron internetowych traktujących o tym, jak być w tym najlepszym,
jak najlepiej pokazać, że jest się super, jak najlepiej zaspokoić
oczekiwania. Niemal we wszystkim, niemal na każdym kroku
potrzebujemy eksperta. Jakże trudno być dziś ekspertem dla samego
siebie. W czymkolwiek, a co dopiero w finansach, w inwestycjach, w
biznesie.
A co dopiero w
inwestycjach. Właśnie. Wszyscy wkoło, wszyscy eksperci przecież,
mówią tobie – nie bądź zbyt pewny siebie, ufaj raczej rynkowi,
niż sobie. Gdyby Warren Buffett nie ufał sobie, kupiłby tylko
jedną puszkę Coli, gdy był małym chłopcem, zamiast czterech, by,
w razie czego, samemu ją wypić. Komu masz ufać, jak nie sobie?
Powiem tobie jedną rzecz – na całym wielkim rynku pełnym
miliardów podmiotów jesteś jedynym, który pragnie twojego dobra.
JEDYNYM!!! Serio. Jeśli nie potrafisz tego zrozumieć, jeśli wciąż
wolisz polegać na innych, to innym dasz zarobić, nie sobie.
Ja wiem, to nie przychodzi
łatwo, to zaufanie do siebie, No, znaczy, to zależy od czasów. Bo
gdy każdy zakup akcji jest sukcesem, gdy indeksy pną się w górę
każdego tygodnia, wtedy skłonni jesteśmy ufać swoim
umiejętnościom aż nadto. Nadto, bo niekoniecznie je mamy. To nie
ceny akcji kreować mają nasza wiarę w siebie, a głębokość
zrozumienia biznesu, jaki prowadzimy, będąc udziałowcami tej, czy
innej spółki. Ale jeśli już zgłębimy tę działalność, wtedy
powinniśmy sobie ufać na full, tak samo dobrze, jak wtedy, gdy
rozwiązujemy zadanie z tego działu matematyki, który rozumiemy
najlepiej, albo gdy prowadzimy do auta rodzinę po wielogodzinnym
grzybobraniu w lasach, które znamy świetnie od samego dzieciństwa.
Inni błądzą, a my wiemy gdzie jesteśmy i dokąd idziemy. W
sprawach swoich inwestycji jesteś najlepszym, ba, jedynym ekspertem,
musisz je tylko rozumieć. Wtedy nie tym będziesz ufać, którzy
pozbywają się kawałków twojej spółki za bezcen, bo nie wiedzą
komu wierzyć i kogo słuchać, a sobie. Sobie będziesz ufał.
Powiesz – to trudne.
Inni mają dyplomy szkół ekonomicznych, jakieś MBA i inne papiery,
a i tak nie zawsze im idzie. A ja? Ja - dentysta, nauczyciel chemii,
rolnik, student, muzyk, magazynier, kupiec, urzędnik. Bzdura.
Kupując akcje zaczynasz prowadzić działalność gospodarczą. Od
ciebie zależy, jaką i jak. Szkoły nic do tego nie mają. No,
niewiele. Znam wielu, którzy po zawodówce pływają w świecie
biznesu, jak ryby do tego tylko stworzone, i innych, którzy,
wykształceni, ekonomicznie świadomi, z właściwymi dyplomami, nie
radzą sobie z tym zupełnie. Ty też znasz jednych i drugich. Trzeba
tylko zrozumienia, rozsądnej ostrożności (marginesu
bezpieczeństwa) i wiary, solidnej wiary w siebie.